mazury11.jpgmazury14.jpgmazury3.jpgmazury17.jpgmazury18.jpgmazury8.jpgmazury4.jpgmazury9.jpgmazury7.jpgmazury2.jpgmazury16.jpgmazury15.jpgmazury6.jpgmazury13.jpgmazury19.jpgmazury12.jpgmazury20.jpgmazury10.jpgmazury1.jpgmazury5.jpg

Byliśmy u Prezydenta na debacie o krajobrazie i elektrowniach wiatrowych

Debata w Pałacu PrezydenckimWczoraj (26.08.2014 r.), w Pałacu Prezydenckim odbyła się debata o ochronie krajobrazu. Paneliści i goście rozmawiali o tym, jak pogodzić inwestycje w odnawialne źródła energii z ochroną krajobrazu oraz ochroną interesów mieszkańców gmin. Relacje z tego wydarzenia zamieścił portal tvpparlament.plhttp://www.tvpparlament.pl/aktualnosci/raport-nik-to-dowod-na-oligarchizacje-samorzadow-o-farmach-wiatrowych-w-palacu-prezydenckim/16585084

W debacie wzięli udział, m.in.: Olgierd Dziekoński – Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta, Krzysztof Kwiatkowski – Prezes Najwyższej Izby Kontroli, Piotr Otawski – Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Środowiska, Piotr Całbecki – Marszałek Województwa Kujawsko-Pomorskiego, Ryszard Wilczyński – Wojewoda Opolski. (Lista prelegentów i program w załączeniu). Wśród zaproszonych gości był także przedstawiciel Stowarzyszenia „Kochamy Mazury” z Giżycka.

Ważne było wystąpienie Prezesa NIK – Krzysztofa Kwiatkowskiego, który podkreślił, że czysta energia wymaga czystych reguł i że raport NIK-u świadczy o tym, że proces powstawania farm wiatrowych w Polsce nie jest przejrzysty i został oceniony negatywnie. Wyraźnie powiedziano, że problematyczne jest finansowanie studiów uwarunkowań oraz miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego przez inwestorów; że do badania wpływu elektrowni wiatrowych na zdrowie ludzi stosuje się niewłaściwą metodologię; że nie ma przepisów w zakresie hałasu infradźwiękowego; że brakuje właściwego informowania społeczności lokalnych o planowanych inwestycjach.

Minister Piotr Otawski wskazywał na 4 kwestie związane z ochroną krajobrazu: po pierwsze na rozlewanie się miast na tereny wiejskie; po drugie – na lokowanie infrastruktury technicznej w zasadzie w dowolnych miejscach bez analizy wpływu na krajobraz; po trzecie –na stałą już ingerencję w krajobraz przez wieże kominów, maszty telefonii komórkowej oraz farmy wiatrowe i po czwarte – na ograniczanie obszarów produkcji rolnej. Pan Minister zauważył, że mimo iż Polska ratyfikowała jeszcze w 2005 r. Europejską Konwencję Krajobrazową, to trudno powiedzieć by została ona wdrożona do polskiego porządku prawnego.

Marszałek woj. kujawsko-pomorskiego Piotr Całbecki  przyznał, że w jego województwie budowanie wiatraków przybrało rozmiary epidemii. – Tam gdzie wójt tego chce lub jest odpowiednie lobby, wiatraki powstają – mówił. Dodał, iż na prawie 30 proc. powierzchni województwa elektrownie wiatrowe są elementem wyraźnie zaznaczającym się w krajobrazie. Co roku przybywa ok. 100 proc. takich instalacji. O skali rozproszenia tej zabudowy świadczy to, że 214 wybudowanych elektrowni wiatrowych ma zainstalowaną moc 292 MW, a więc jest już stałym elementem krajobrazu. Marszałek Całbecki wyraźnie powiedział, że w sprawie ochrony krajobrazu nie radzi sobie na poziomie regionalnym, gdyż nie ma żadnych instrumentów prawnych w tej sprawie.

Podczas debaty dyskutowano nad 3 pytaniami:

1) Krajobraz i źródła energii odnawialnej – wartości nie do pogodzenia?

2) Jaka jest rola i odpowiedzialność samorządu za ład w krajobrazie?

3) Jak wpływać na ład krajobrazowy?

W tych sprawach wypowiadali się m.in.: Marszałek woj. śląskiego Mirosław Sekuła, który wskazał, że: „Ten raport to dowód na oligarchizację samorządów”. Wojewoda Opolski Ryszard Wilczyński: przekonywał, że jeśli nie wprowadzi się regulacji prawnych, sąsiadujące z farmami wiatrowymi osiedla będą się wyludniać. – „Z farm wiatrowych zyski mają nieliczni, a koszty ponoszą lokalnie wszyscy”. Przywołał przy tym przykład gminy Grodków (powiat brzeski), gdzie inwestor tylko w tej jednej gminie chce budować 120 wiatraków.

Obecni na sali przedstawiciele przemysłu elektrowni wiatrowych podkreślali, że inwestycje powinny się toczyć w zgodzie z prawem, że nowe regulacje w zakresie ochrony krajobrazu mogą negatywnie wpłynąć na tą branżę przemysłu i ich zdaniem samorząd gminny jest najlepszym szczeblem decyzyjnym dla tego typu inwestycji. W swoich stanowiskach podważali wiarygodność raportu NIK, jego metodologię i wskazywali, że problem leży w niewłaściwej praktyce w stosowaniu prawa. W końcowej części dyskusji głos zabrał także Burmistrz Margonina chwaląc liczne dobrodziejstwa, jakie spłynęły na tę gminę dzięki elektrowniom wiatrowym.

Komentarz redakcyjny:

Z satysfakcją należy przyjąć to, że najwyższe gremia państwowe i samorządowe wreszcie zauważyły problem pod nazwą „Inwazja elektrowni wiatrowych na Polskę”. Raport NIK jest żywym dowodem na tą tezę.

Dalsze wnioski są już mniej optymistyczne, gdyż w sprawie elektrowni wiatrowych mamy do czynienia z ewidentnym zaniechaniem legislacyjnym. Mimo, że sprawa ta jest znana od lat, to do dzisiaj nie doczekaliśmy się choćby szczątkowej regulacji prawnej.

Podstawowe kwestie prawne ułatwiające ekspansję elektrowni wiatrowych w Polsce to:

- brak praktycznej możliwości wydania odmownej decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach realizacji przedsięwzięcia;

- państwowe powiatowe inspekcje sanitarne nie wykonują merytorycznych ocen raportów o oddziaływaniu przez elektrownie wiatrowe na zdrowie ludzi;

- studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego nie jest prawem miejscowym, a czymś co się eufemistycznie nazywa „aktem planistycznym”. Jego ustalenia są bez znaczenia dla jakichkolwiek procesów inwestycyjnych;

- miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego pod elektrownie wiatrowe tworzą sami inwestorzy, a gminy przyjmują te dokumentację planistyczną w formie darowizny mimo jednoznacznego zakazu jej finansowania przez osoby prywatne;

- brakuje wyznaczonych terenów, które byłby całkowicie wyłączone spod zabudowy obiektami przemysłowymi, np. parków narodowych i ich otulin, obszarów Natura 2000, parków krajobrazowych, rezerwatów przyrody, obszarów chronionego krajobrazu;

- elektrownie wiatrowe stawia się na decyzji o warunkach zabudowy, bez zachowania zasady dobrego sąsiedztwa, jako element infrastruktury technicznej, a więc w dowolnych miejscach, bez zwracania uwagi na mieszkańców, środowisko czy krajobraz;

- brak jakiejkolwiek administracji odpowiedzialnej za gospodarkę przestrzenną na poziomie ogólnopolskim. Brak wpływu województw na gospodarkę przestrzenną gmin. Po prostu nikt nie zarządza ładem przestrzennym w Polsce. Inwestycje realizuje się tam, gdzie odpowiada to inwestorom, a nie tam, gdzie są do tego warunki;

- fałszywe utożsamianie odnawialnych źródeł energii wyłącznie z energetyką wiatrową, podczas gdy pomija się inwestycje w energetykę wodną czy też geotermię;

- brak mechanizmów partycypacji społecznej w procesach decyzyjnych związanych z jakimikolwiek inwestycjami. Społeczności lokalne traktowane są w procesie inwestycyjno-budowlanym jako „zło konieczne”, które najlepiej jest pomijać i oszukiwać, co do rzeczywistych planów i pomysłów. Dotyczy to zarówno spraw administracyjnych, jak i sądowych;

- brak pełnej jawności dokumentacji w procesach planistycznych i środowiskowych. Samo dotarcie do tekstów decyzji, raportów czy innych dokumentów wymaga dużych zabiegów, gdyż teoretycznie „wszystko jest w Internecie”, a w praktyce trzeba w każdej sprawie jeździć do urzędu gminy, by zapoznać się z dokumentacją;

- brak ogólnopolskiego portalu, gdzie obowiązkowo publikowane byłby wszystkie obwieszczenia organów gmin w postępowaniu środowiskowym;

- obowiązywanie przepisu art. 49 kodeksu postępowania administracyjnego, który umożliwia ukrywanie informacji o wszczynanych postępowaniach administracyjnych i wydawanych decyzjach, poprzez ogłoszenia na BIP i na tablicach ogłoszeń w sołectwach, bez powiadamiania kogokolwiek o tym poza inwestorem. Nawet profesjonalni pełnomocnicy (adwokaci i radcowie prawni) są zawiadamiani w ten sam sposób, co jest już absurdem;

- brak jakiejkolwiek ochrony akustycznej terenów rolnych i leśnych;

- wadliwa definicja hałasu w Prawie ochrony środowiska (art. 3 pkt 5), który przez hałas rozumie dźwięki o częstotliwościach od 16 Hz do 16 000 Hz, tak jakby dźwięki niesłyszalne nie oddziaływały na ludzki organizm. Efektem tego jest wadliwa metodyka pomiaru tak zdefiniowanego hałasu według charakterystyki częstotliwościowej „A”, a nie np. „G” czy liniowej ukazującej znacznie lepiej hałas infradźwiękowy i niskoczęstotliwościowy;

- brak jest organów państwowych, które sprawowałyby dozór techniczny nad elektrowniami wiatrowymi i sprawdzały atesty bezpieczeństwa tych urządzeń;

- brak opodatkowania turbin wiatrowych podatkiem od budowli, dzisiaj podatkiem objęte są tylko fundament i maszt, podczas, gdy najcenniejsza jest sama turbina ze śmigłami, która podatkowo nic nie kosztuje;

- pomoc publiczna dla inwestorów ze środków państwowych umożliwiająca im osiąganie nadzwyczajnych zysków w tej branży. Wystarczyłoby zlikwidować ustawowy przymus zakupu energii elektrycznej od elektrowni wiatrowych i cała branża ległaby w gruzach.